21 grudnia koniec świata prawda czy blef?

Patrick Geryl, pochodzący z Belgii astronom amator, fizyk amator, archeolog amator i prorok amator, jest najpopularniejszym, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym autorem książek o końcu świata, który ma nastąpić już za chwilę.

Według Geryla 21 grudnia 2012 r. – w dniu, w którym kończy się kalendarz Majów,– Słońce wyemituje impuls elektromagnetyczny o niespotykanej dotąd sile. Ten impuls spowoduje błyskawiczne przebiegunowanie Ziemi. Biegun północny stanie się południowym, a południowy – północnym. Armagedon rozegra się mniej więcej w ciągu godziny. Ziemię przeszyją gigantyczne wstrząsy. Oceany i morza wystąpią z brzegów. Wysoka na półtora kilometra, pędząca z prędkością czterech tysięcy kilometrów na minutę fala zaleje cały świat. Temperatura spadnie poniżej dwudziestu stopni, a na niebie – na czterdzieści lat – zawiśnie ogromna chmura z pyłu wulkanicznego, skutecznie uniemożliwiająca dotarcie do Ziemi nawet najdrobniejszemu słonecznemu promieniowi. Jeśli to rzeczywiście prawda, czy jest sens próbować przeżyć za wszelką cenę? Skoro fala zaleje świat, w czym pomoże mi schron? Będę głęboko pod ziemią, pod wodą, gdzie zabić może mnie przecież ciśnienie. Poza tym temperatura poniżej 20 stopni spowoduje zamarznięcie wody, więc nawet jeśli przeżyję, to jak pokonam tony lodu nade mną. A jeśli nawet znajdę na to sposób, to i tak przez 40 lat na Ziemi nie będzie ani jednego promienia słonecznego. Pomijam fakt, że słońce jest w wielkim stopniu odpowiedzialne za życie na naszej planecie i bez niego nie będę miała co jeść (bo przecież konserwy się wreszcie skończą albo przekroczą datę ważności). Ważniejsze jest to, że bez światła słonecznego popadnę w depresję i w końcu i tak popełnię samobójstwo.

Jest też inna teoria – pani  Nancy Lieder, staruszki mieszkającej w Stanach Zjednoczonych. Na stronie internetowej, którą prowadzi od lat 90-tych informuje setki tysięcy swoich czytelników o przekazach, jakie otrzymuje od zamieszkujących odległą galaktykę kosmitów, nazywających siebie Zetanami. Skontaktowali się z nią, gdy była jeszcze dzieckiem i jedną z pierwszych informacji, jaką Zetanie przekazali Nancy Lieder było to, że w 2012 r. w Ziemię uderzy Planeta X, oczywiście niewykrywalna przez żadne dostępne ludzkiej technice urządzenia. W tej teorii jest jednak coś pocieszającego. Ludzkość, która zginie po całkowitym zniszczeniu Ziemi, reinkarnuje się na innych planetach. Nie smućmy się więc, przeżyjemy. Nie róbmy też zapasów, bo i tak nam się one nie przydadzą.

W swoim życiu przeszłam już kilka końców świata, jeden z nich wiązał się z zamieszaniem wywołanym nowym Millenium, czyli data z 31 grudnia 1999 na 01 stycznia 2000r. O dziwo to nie jedyny koniec świata, który się nie spełnił. Mamy kolejno

-          rok 375-400 – datę końca świata wyznaczył św. Marcin z Tours,

-          rok 992 – jedna z teorii głosiła, iż w Wielki Piątek wypadło Święto Zwiastowania, biblijna tradycja chrześcijańska (oparta na Księdze Objawienia) głosiła, iż oznacza to początek panowania Antychrysta,

-          31 grudnia 999 – nowe Millenium (skąd to znamy?), które nie spowodowało jednak końca świata, za to dzięki powszechnej uciesze Rzymian z tego faktu, zapoczątkowało tradycję zabaw sylwestrowych, nazwanych tak od imienia wówczas panującego papieża Sylwestra II,

-          1412 – koniec świta wg św. Wincentego z Ferrary.

No i mamy teorię o 21 grudnia 2012r. – ostatnia data podana w kalendarzu Majów. Czy ktoś jednak wziąl pod uwagę to, że Majowie mieli dwa różne kalendarze – jeden tzolkin a drugi haab. Tzolkin liczył 260 dni, a haab 365. skąd więc ta pewność, że to dobra data. Jeśli już jesteśmy przy temacie kalendarza, to trzeba zwrócić uwagę na to, że buddyści liczą czas od daty śmierci Buddy (544 p.n.e.), czyli u nich jest teraz rok 2556, a według tradycyjnego chińskiego kalendarza jest rok 4647. czy to znaczy, że u nich już był koniec świata? A może ich ominie? Gdzie tu sprawiedliwość!?

Myślę, że jedyny koniec, jaki nastąpi, to będzie koniec komercyjnej sieczki. To, że w reklamach ten temat jest motywem przewodnim, może jeszcze bawić. Są jednak poważniejsze skutki. Amerykański biznesmen Robert Vicino założył doskonale prosperującą firmę zajmującą się budowaniem luksusowych schronów. Twierdzi, że w samej tylko Europie wybudował ich już grubo ponad pięć tysięcy. Z kolei belgijska firma ETAP produkuje i sprzedaje niezatapialne łodzie, gwarantujące ponoć przetrwanie nawet półtorakilometrowej fali. Tajne grupy organizują specjalne obozy przetrwania. Firmy oferują niezatapialne jachty i specjalne schrony. Agencje rządowe ostrzegają przed falą zbiorowych samobójstw. Ludzie wykupują najdrobniejsze skrawki terenów uznanych za oazy bezpieczeństwa. Setki książek i tysiące witryn internetowych szczegółowo opisują nadchodzącą apokalipsę.

Co będzie jeśli jednak 22 grudnia nastąpi, przywita nas promieniami słonecznymi, które nie będą zabójcze, a po nim nastąpi 23, 24, 25 i tak dalej? No cóż trzeba będzie czekać do 2060 roku, w którym Izaak Newton przewidział koniec świata i wtedy znów będzie można zarobić.

Emka

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*