O kobietach…

8 marca – Dzień Kobiet. Jedyny dzień w roku, kiedy wszystkie kobiety zostają docenione przez mężczyzn za to, że po prostu są kobietami.

Miły to widok, kiedy na ulicy co rusz mija się jakiegoś pana z bukietem lub choćby z symbolicznym kwiatkiem. Na szczęście czas rajstop i goździków już minął, choć to właśnie wtedy Dzień Kobiet został rozpowszechniony. Z tego też powodu niektórzy nie uznają tego święta, traktując je jako relikt przeszłości, spadek po komunie. Ja uważam, że to jedna z niewielu pozytywnych rzeczy, która została nam po poprzednim systemie. Bo być kobietą nie jest łatwo.

Kiedyś kobieta była żoną i matką. Mężczyzna miał się zajmować utrzymaniem rodziny, kobieta utrzymaniem ciepła domowego ogniska. Później do akcji wkroczyły feministki i zaczęły dopraszać się o swoje. Nie zrozumcie mnie opacznie, nie uważam, że to źle, że możemy się uczyć, głosować, pracować itd. Być na równi z mężczyznami – ale tak właściwie, co to znaczy? Kto określa, kiedy ta równość następuje? Kiedy kobieta ma się czuć zadowolona, bo jest traktowana na równi z mężczyznami? Drogie Panie, czy wiecie, o czym nasi panowie rozmawiają, będąc we własnym gronie? Czy naprawdę chciałybyście słuchać świńskich żartów, komentarzy sportowo – motoryzacyjnych i przechwałek łóżkowych?

Z tą równością trzeba ostrożnie. Pamiętajmy, że nigdy nie będziemy równi sobie, bo zadbała o to natura. Facet nigdy nie urodzi dziecka, nie wie, co to znaczy nosić w sobie życie przez 9 miesięcy. Niektórzy bardzo się starają, wspierają swoje partnerki, np. odmawiają sobie alkoholu, bo skoro ona nie może, to ja też nie będę, chodzą na szkołę rodzenia, są przy porodzie, pomagają później w pielęgnacji i wychowaniu dziecka. Nigdy jednak nie będą wiedzieli, jaką mordęgą są poranne mdłości (czasem tylko z nazwy „poranne”), co to za męczarnia, gdy po całym dniu noszenia przed sobą brzucha, plecy tak bolą, że żadna pozycja nie przynosi ulgi, ale też co się czuje, kiedy rusza się w tobie maluch. Zostałyśmy stworzone do przekazywania życia i to jest wielka odpowiedzialność. W tych czasach o tyle trudna, że kobiecie nie daje się możliwości w pełni zaopiekowania swoim maleństwem. Często matka pracująca, mimo przysługującego jej urlopu macierzyńskiego, musi wcześniej wrócić do pracy, bo inaczej może nie mieć, do czego. Urlop macierzyński to też niewiele, w tej chwili przedłużony do roku, ale co to jest 1 rok w skali życia? Ktoś powie: jest jeszcze urlop wychowawczy. No tak. Bezpłatny, a żyć trzeba, jedna pensja może nie wystarczać.

Kobieta w swoim życiu staje przed trudnymi wyborami. Czy być kurą domową, czy bizneswomen. Kura domowa – już samo określenie jest niezbyt fajne, kojarzy się negatywnie. A przecież to też może sprawiać radość. Zaskakiwanie nowym przepisem kulinarnym, witanie w progu męża po całym dniu ciężkiej pracy, spacery z dzieckiem, a nawet pranie i sprzątanie – pamiętajmy, że tu same sobie jesteśmy szefami. Same podejmujemy decyzję, co chcemy dziś zrobić, nikt nas nie zmusza do czegoś, na co dziś akurat nie mamy ochoty.

Z drugiej strony chce się mieć kontakt z ludźmi. Chce się trochę odetchnąć od tej codzienności, od tych dni, które się niczym nie różnią. Taką możliwość daje kobiecie praca. Poza tym później, kiedy dzieci już dorosną, wyfruną z gniazda, matka niepracująca czuje się nieszczęśliwa, bo to tak jakby przeszła na emeryturę, czegoś jej brakuje. Do tej pory miała masę obowiązków związanych z dziećmi, a teraz nie wie, co ze sobą zrobić. Wynika z tego, że czy kobieta pracuje, czy nie, na emeryturę i tak przechodzi, tyle że jako kura domowa – wcześniej.

Drodzy panowie doceniajcie nas nie tylko ten jeden dzień w roku, ale też nie zapominajcie w tym dniu przynajmniej o kwiatku.

 

Emka

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*