W zwierciadle rzeczywistości

W ekspresowym tempie, to co było Impossible staje się Possible. Czy to czas magii i spełniania wszelkich oczekiwań? To co zechcesz spełnia się. Nie! Do gwiazdki jeszcze daleko, ale do wyborów jeszcze tylko kilka dni.

Lud mruczy pod nosem, a góra szlifuje diamenty. Czekajcie, chwila coś to przypomina… moment, to już było. Niech pomyślę jakieś cztery lata temu. Tak, czuć w powietrzu zapach grillowanej kiełbasy, ale nie jarmarcznej, zwyczajnej czy kaszubskiej tylko tej najlepszej, wyjątkowej, przyprawionej słowotokami, konferencjami, debatami, obietnicami i uściskami dłoni… kiełbasy wyborczej.

Nagle społeczeństwo otrzymuje to czego chce. Nowe chodniki, nowy asfalt, nowe nazwy ulic, nowe pomniki, fontanny, nowe miejsca pracy, nowe sklepy. Niesamowite to wszystko. A co potem? Potem to już tylko można usłyszeć: „Wszystko w swoim czasie, realizacja zadania nastąpi tak szybko jak to jest tylko możliwe”. Oby tylko nie aż tak szybko jak budowa dróg szybkiego ruchu. Bo społeczeństwo będzie zmuszone wydać miliony na telefony do przyjaciela, którą trasę obrać. Będzie tak jak z Pendolino – wszyscy wiedzą co to, ale jeszcze nikt nie widział go w interakcji z człowiekiem nazywanym użytkownikiem pociągu vel obywatelem.

Wśród kampanijnych deklaracji najlepiej wspomina się obietnice, które powracają jak bumerang. Ale tylko powracają starsze o kolejne 4 jednostki kalendarzowe. Coś jednak trzeba wyjąć ze skrzyni czasu, głęboko schowanej na zakurzonym, ciemnym strychu. Trzeba wzbudzić kolejne nadzieje, że będzie tak pięknie i cudownie. Ludzie będą szczęśliwi z nowych mających (nie)nadejść zmian, ale w końcu to tylko obietnice, obietnice bez pokrycia, polityczne obietnice.
Lata lecą i zmienia się co nieco przed samymi wyborami. Wtenczas wszystko niemal jest upiększane. Liftingowo – pokazowe operacje zaskakują tubylców, władza rośnie a wraz z nią nadzieja na kolejne ciepłe grzanie foteli.

Konkurencja wśród kandydatów jest duża. Zarazem pośród tych mniejszych odtwórców ról filmu pt. „Na świeczniku” jak i tych grających główne role. Dziwne to zjawisko. Kto by chciał być obserwowany w pracy? Mieć własnych asystentów, sekretarkę, codziennie tysiące spotkań, bieganie po imprezach z małym co nieco. Jakie to czasochłonne i do tego taka niska pensja. Starczająca jedynie na wybudowanie domu, kupienie mieszkania, posiadania licznych gadżetów: smartfona, tabletu, ipoda, auta i innych… Ech ciężki los polityka. Męczące, frustrujące i do tego niekorzystnie wpływające na cerę…

Ponadto ta walka o każdy głos. Ileż to stresu. Ileż kilometrów w butach, ile puknięć w drzwi, za którymi przeważnie osoby starsze cieszące się że odwiedził ich miły kandydat na radną/radnego/burmistrza i dał kalendarzyk. O znam ją/go zagłosuję, bo dostałem kalendarzyk! Plakatowa bitwa na lepsze ujęcie nie zawsze udane niestety. Ale to w końcu specjaliści od PR, tacy wielcy i zdolni, a jednak tacy malutcy nieudolnie podpowiadają co i jak grać by wygrać. Czy skutecznie?

Dlaczego tych, których teraz tak wszędzie pełno po wyborach nie ma? Pracują? Spełniają obietnice? Walczą o rozwój, o mieszkańców o to by stworzyć coś konstruktywnego? Oczywiście, że tak.  Nie widzisz? Patrz sercem, a nie oczyma a dojrzysz wszystkie obietnice i plany oraz ich realizację, bo serce zawsze jest pełne marzeń.

—-

Kinga Węgierka

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*