„Wesołego Święta Zmarłych!”

Dziś 1 listopada. Każdy z nas odwiedzi groby swoich bliskich, a przy okazji spotka się również z tymi, którzy jeszcze żyją. Święto Zmarłych nigdy nie kojarzyło mi się ze smutkiem i nostalgią, a chyba powinno… Według mnie to święto jest bardziej nastrojowe niż Boże Narodzenie. Bluźnię? Już widzę oburzone miny. Spieszę więc wyjaśnić.

Do Bożego Narodzenia przygotowujemy się z dużym wyprzedzeniem. Wielkie porządki, wybieranie prezentów, niekończące się zakupy i godziny w kuchni. Wszystko po to, żeby przez dwa dni siedzieć przy stole i jeść albo oglądać kolejny raz te same filmy. W międzyczasie ugaszczać rodzinę, zabawiać ciotki i wujków, panować nad rozwrzeszczanymi siostrzeńcami i bratankami. W rezultacie po dwóch dniach człowiek jest tak zmęczony, że najchętniej wziąłby urlop do Sylwestra.

Ze świętem Zmarłych jest zupełnie inaczej. Nie trzeba robić megaporządków, z zakupów tylko znicze i kwiatki, z jedzenia obiad jak w niedzielę, do tego jakieś ciasto dla ewentualnych gości. U mnie wygląda to tak:

Rano msza u siebie, a później jedziemy na procesję na mały, wiejski cmentarz, gdzie pochowani są moi dziadkowie, pradziadkowie, ciotki, wujkowie. Moi rodzice pochodzą z tej wsi, więc wkoło mnóstwo znajomych i rodziny tej bliższej oraz dalszej. Przy grobie też okazja do spotkania z rodziną, poplotkowania, wymiany historii zaczynających się od słów: „a słyszałaś, co się ostatnio stało?…”. Gdzieś w tle ksiądz odprawia modły, a kiedy zbliża się do nas, następuje pełna mobilizacja, bo w końcu przyjechaliśmy tu pomodlić się za naszych zmarłych. Oni na pewno są nam wdzięczni za modlitwę, ale myślę, że też chętnie słuchają wcześniejszych opowieści (bo przecież cały czas nas słyszą). Później powrót do domu, ewentualnie po drodze kawa na rozgrzanie u jednej czy drugiej cioci. W domu gorący obiad, może jakiś dobry program w telewizji albo książka? No i kiedy zrobi się ciemno obowiązkowy spacer na Kaszubską. Spacer, bo samochodem to tylko męczarnia – ciężki dojazd, problem ze znalezieniem miejsca do parkowania. Idąc, po drodze można spotkać znajomych, których dawno się nie widziało i znów ploteczki. No i w końcu cmentarz: pełen ludzi, kwiatów, świateł. Centralny krzyż, pod którym dziesiątki, a może setki osób zapaliło znicz. Ich blask oświetla twarze zgromadzonych osób. Czy jest coś bardziej nastrojowego?

Dodam jeszcze, że Święto Zmarłych to jesień – pełna czerwieni, pomarańczu, brązu, gdzieniegdzie zieleni. Przy odrobinie szczęścia, gdy słońce przebije się przez chmury, ta kolorystyka napełnia optymizmem. Jeden dzień, do którego przygotowujemy się nie przemęczając, spędzamy go na świeżym powietrzu, spotykamy bliskich, a po wieczornym spacerze śpimy jak niemowlaki. Takiego właśnie świętowania życzę wszystkim.

 

Emka

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*