Ostatnia podróż – „Okiem Mamy”

Dziś Dzień Wszystkich Świętych. Pamiętajmy o tym wsiadając do auta. Świętych mamy dość. Nie potrzeba, akurat dziś, próbować do nich dołączyć. Zdejmijmy nogę z gazu. Jadąc z cmentarza na cmentarz, z miejsca na miejsce, pamiętajmy również o tych, którzy dziś, jutro i za dziesięć lat, będą chciały widzieć nas całych i żywych.

Jedni ze smutkiem, nostalgią, refleksją. Inni, z uśmiechem, radością, pogodni. Każdy dziś, na swój sposób stara się uhonorować Dzień Wszystkich Świętych. Obładowani zniczami, stroikami,  z rękoma wyładowanymi donicami z kwiatami wspólnie udajemy się na groby bliskich, by spotkać się z rodziną, zapalić znicze na grobach, zastanowić się nad kruchością życia i szybkością jego przemijania. Przynajmniej przez krótką chwilę.

Potem, siadając za kierownicę, spiesząc się w kolejne miejsce, jakoś szybko zapominamy o miejscu, które odwiedziliśmy. |O osobach, które tam leżą, i o powodach, dla których się tam znalazły. Wszystkich Świętych, to jeden z bardziej „wypadkowych dni”. Siadamy do auta i już próbując wyjechać z parkingu stajemy się nerwowi, i klniemy na czym świat stoi, bo korki nieziemskie, a końca kolejki jak nie widać, tak nie widać. W atmosferze nerwowości udaje nam się wybić na spokojniejszy fragment drogi i wciskamy szybko gaz, byle zdążyć, w kolejne miejsce. Bo obiad, bo rodzina, bo ktoś gdzieś czeka, bo nie potrafimy naprawdę się wyciszyć i nawet w taki dzień, pełno w nas pośpiechu codzienności. Bezreflesyjnie, bezmyślnie spieszymy się ku kolejnym punktom dnia. Dla części z nas, jeden z nich, może okazać się ostatnim.

Tak. Dziś Wszystkich Świętych. Dzień, w którym jako pierwsze, w wiadomościach podawane są statystyki wypadków na drodze. Obok zdjęć z cmentarzy, publikowane są zdjęcia wraków aut, podawane są dane. Ile rannych. Ile zabitych. Ile po wyjściu z cmentarza zapomniało, co dziś za dzień, by wciskając gaz do dechy, na kolejnym kilometrze spotkać się ze swym przeznaczeniem po raz ostatni.

Nie ważne, jak mamy daleko. Nie ważne, że gdzieś stygnie obiad. Że ktoś czeka z kawą, że gdzieś trzeba zdążyć, że szybko dojechać. Lepiej odgrzać zimny obiad i przeprosić za spóźnienie, niż sprawić, by zimnych, rozgotowanych ziemniaków nie miał już nikt zjeść. Nigdy.

Bądźmy ostrożni. Wyjątkowo ostrożni. W końcu nie chcemy, by za rok, i na naszym grobie paliła się mała świeczka.

 

Monika Pujanek                                                                             http://kropleszczescia.blogspot.com/

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*