Wieczór światła i artystycznych przeżyć

Na wernisaż wystawy malarstwa Barbary Gawron Gołębiowskiej w Centrum Informacji Turystycznej w Łebie w piątkowy wieczór 25 kwietnia zawitali słońce i poszukujący artystycznych wrażeń goście. Tak miało być – światło wieczornego słońca zagląda przez szyby okien mansardy i ożywia postacie kobiet na olejnych płótnach, migocze na i tak przesyconych światłem ciepłych w barwach pastelach, przyciągając wzrok zwiedzających urodą i łagodnością kształtów irysów, mikołajka czy piwonii.

Sztuka żywa. Zamknięte w ramach pejzaże, nadmorskie przestrzenie, pogrążone w mroku sylwetki łodzi na zapomnianych plażach jakby wypełniały się za sprawą światła powietrzem, oddechem przyjeziornych lasów, morskich fal.

W pewnym kontraście do tej urody życia pozostają ukryte pragnienia widoczne w cyklu „Oczekiwanie” czy postacie z lekka roznegliżowanych kobiet, trochę zawstydzonych własnym seksapilem, albo pełna wdzięku i erotyzmu tancerka z obrazu „Flamenco”. To w tej właśnie części wystawy dało się zaobserwować, jak grupka niewiast dyskretnie porównywała własne ciała i kształty. Tak, sztuka inspiruje, skłania do refleksji lub daje poczucie satysfakcji.

Wernisaż był także okazją do innych porównań. Malarki z Klubu Pracy Twórczej „Absurd” mogły ocenić, czasem być może krytycznie, dokonania swojej opiekunki artystycznej. Różnorodność tematyczna, technik malarskich, sposoby widzenia świata i jego artystyczne przetwarzanie sprawiają, że oceny mogą być różnorakie, wszak sztuka bywa kontrowersyjna, wreszcie po prostu jedne obrazy uznajemy za lepsze czy gorsze.

Nie każdemu na przykład odpowiada surowa, wyrazista faktura jako efekt malowania szpachelką. Trudna to technika, wymagająca, ale rzecz istotna, czy właściwie dobrana do tematów obrazów. Martwe natury Barbary Gawron Gołębiowskiej w tej technice, jak się wydaje, są ekspresywne, gęste w nasyceniu barw, choć czasem tracą na szczególe czy półcieniu. Podobnie malowane kobiety, odsłaniające intymnie swój erotyzm, można by odebrać jako przerysowane, pozbawione delikatności, ale może to świadome zamierzenie artystki, której stosunek do seksualności daje się w jej obrazach odczytywać w ambiwalencjach. „Szpachlowanie” zdecydowanie natomiast służy budzącemu zainteresowanie gości wernisażu obrazowi o metaforycznym tytule i takiejże formie „Drzewo życia”. Widoczne są w nim przy tym odniesienia do, najogólniej rzecz ujmując, modernizmu, narzuca się jednocześnie skojarzenie z zapomnianym już dzisiaj, ale trafnie chyba pozwalającym odczytywać inspirację malarki, freudowskim stosunkiem do seksualności.

Refleksyjne w dwojakim znaczeniu, bo skłaniające do zadumy czy refleksji i układające w wysmakowany sposób refleksy światła na płótnach, są malowane szpachelką obrazy z cyklu „Przestrzenie” oraz pejzaże. Sądzę, że to w tych właśnie tu najlepiej widoczne jest znakomite opanowanie warsztatu malarki, ale także osobisty wyraz intelektualno-zmysłowego widzenia świata.

Obserwacja dużej liczby zgromadzonych na wystawie prac prowadzi też uważnego widza do sprawdzającej się niemal zawsze w stosunku do dzieł artystów konstatacji, że wygrywają te, którym przy ich powstawaniu towarzyszyło prawdopodobnie większe skupienie i twórcze poruszenie czy zaangażowanie.
O zmroku opuszczano wernisaż. Obrazy pokryła ciemność. Pod powiekami uczestników spotkania pozostały jednak, jak sądzę, niektóre z nich. Tak miało być i tak było – wieczór ze światłem i przeżyciem.

 

——

Krzysztof Wichary

fot. Agnieszka Pałac

Podziel się na:
  • Facebook
  • email
  • Blogger.com
  • Twitter
  • Blip
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • LinkedIn
  • Wykop

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

*